najkochańsza zima

Po utęsknionej jesieni przyszedł czas na najkochańszą zimę. Zima jest zawsze najbardziej wyczekiwaną porą roku. „Będziemy to robić zimą” – to hasło, które zna każdy mieszkaniec wsi.

„Na kawę” – będziemy się spotykać regularnie zimą, – „posprzątam to” – zimą,  „nadrobię to” – zimą. Bo wiosną jest akcja ogródek i porządki po zimie, latem jest akcja ogródek i łapczywe wykorzystywanie pogody, bo nie będzie trwać wiecznie, wczesną jesienią jest akcja ogródek i porządki przed zimą, więc teoretycznie zimą powinniśmy mieć już wreszcie czas. Ale wszystkiego co na zimę nagromadzone zrobić się nie da i zawsze mija ona za szybko… Ale poza tym, że zimą mamy czas, to zimę kocham za pogodę oczywiście.

W mieście zima być może bywa uporczywa. Bo trzeba odśnieżać auto, albo co gorsza chodnik, jak się jest szczęśliwym posiadaczem 3 m2 posesji przed domem w mieście. Zima pewnie uprzykrza życie, kiedy komunikacja miejska się spóźnia, a w kozaczkach z galerii zimno, bo choć się kupiło najcieplejsze jakie były, to i tak niewiele mają wspólnego z użytkowością. Zima w mieście to często plucha, bo władze miasta usilnie solą wszystko co się rusza i co się nie rusza i całe szczęście, że tylko solą, bo mogliby jeszcze pieprzyć. Jeśli śnieg nie pada codziennie, to ten, który zalega jest zaraz brudny i brzydki i nikomu nie płyną do oczu łzy wzruszenia, jak jest, psia mać, pięknie.  Ale na wsi…

Na wsi śnieg jest biały, sól leży spokojnie w solniczce, a buty, choć już dawno niemodne, są ciepłe i praktyczne, podobnie jak kurtka, czapka i rękawiczki. Bo nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania. Odśnieżać owszem, trzeba, ale zwykle nie na czas. A jak śniegu jest dużo, to człowiek się cieszy, że zima porządna i że sanki dobrze pojadą, a nie martwi, że trzeba załatwić wywóz śniegu z parkingu, bo nie ma jak auta wcisnąć. A jak śniegu mało, ale mróz trzyma, to można na łyżwy pójść gdziekolwiek, a nie czekać w kolejce na swoje 30 minut na sztucznej, porysowanej tafli.  Kiedy wokoło odwilż, na naszej pięknej Kalwie śnieg jeszcze kilka dni trzyma, bo ta dolina ma swój mikroklimat.

Osobiście mogłabym mieszkać na Alasce. Albo w innym miejscu, gdzie zima jest długa i sroga, a nawet nieprzerwana. Bo zimno zbliża ludzi. Bo w zimie jest coś, co uświadamia nam, co jest tak naprawdę ważne. W miejskim pędzie być może jest to niedostrzegalne, ale kiedy człowiek zwolni tempo, zacznie żyć zgodnie z naturalnym rytmem, dostrzeże, że takie codziennie zmagania cudownie ustalają priorytety. Codzienny pstryczek w nos od sił natury daje człowiekowi lekcję pokory. A współpraca, abyśmy wszyscy jakoś dali radę, pokazuje, że w życiu liczą się tylko relacje. I nie ma innej pory roku w naszych szerokościach geograficznych, która tak bardzo obnaża prawdę o życiu, jak właśnie zima.

Na wsi mieszkamy już 8 lat. Najpiękniej wspominam wszystkie zimowe trudy – brodzenie po kolana w śniegu z zakupami, gdy zawiało drogę, nerwowe uszczelnianie stajni przy – 35 stopniach, wspólne grzanie przy kozie, kiedy odcięło nam zimą prąd… Tych wspomnień nie ma wiele, bo zimy coraz łagodniejsze. Ale zawsze, kiedy człowiek już traci czujność i wydaje się, że zima to nic takiego, przychodzi taki wyjątkowy tydzień… I pęknie rura, albo tak wieje w mróz, że w domu jest zaledwie 18 stopni… I ta jedność w rodzinie, gdy wszystkie ręce na pokład i każdy na swoje stanowisko.

Zimę kocham za to, że przypomina mi kim jestem i po co jestem.

A Wy lubicie zimę?

 

 

 

2 Comments

Odpowiedz na Ania Platte Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: